Pozwolę sobie zignorować na chwilę dyskusję pomiędzy analitykami technicznymi, fundamentalnymi czy też zwolennikami teorii efektywnego rynku na temat najlepszej metody zarabiania pieniędzy. Choć kwestia ślepego trafu w inwestowaniu jest pewnie najbliższa ideowo tym ostatnim.
Chciałbym abyśmy się zastanowili nie tyle, czy szczęście jest ważne, ale na ile jest ważne. Wyobraźmy sobie dwie sytuacje, dla których uproszczone założenia początkowe są takie same. Powiedzmy, że posiadamy system inwestycyjny zarabiający 24% na rok. Metoda została wnikliwie przetestowana na wielu danych historycznych i wielu rynkach i zdaje się być sensowna. Nasz kapitał początkowy wynosi 100 tysięcy złotych i te 24% pozwoli nam się utrzymać, czyli teoretycznie da nam to 2 tysiące złotych na miesiąc. Załóżmy też, że jesteśmy minimalistami i racjonalnie wydajemy pieniądze i taka kwota akurat nam wystarcza na przeżycie.
W pierwszej sytuacji rozpoczynamy inwestowanie i akurat trafiamy na trend boczny, który przez 4 miesiące generuje 13 strat pod rząd. Testy historyczne pokazywały, że coś takiego może się zdarzyć i system ciągle działał. Każda strata wynosi 1% kapitału czyli 1 tysiąc złotych. Tracimy więc 13 tysięcy złotych plus 8 tysięcy wynikających z comiesięcznych wydatków na życie. Całkowita strata wynosi więc 21 tysięcy złotych i zostajemy z kapitałem 79 tysięcy złotych.
W drugiej sytuacji trafiamy na dobry trend i w ciągu 4 miesięcy zarabiamy 21 procent czyli 21 tysięcy złotych. Nasze miesięczne wydatki wyniosły 8 tysięcy złotych, a zatem zostajemy z kapitałem 113 tysięcy złotych. Nawet jeżeli teraz trafi się dotkliwa seria 13 strat pod rząd, to i tak zostaniemy z kapitałem wyjściowym czyli 100 tysięcy złotych.
Powyższe sytuacje przedstawiają ten sam system, który w perspektywie rocznej daje zarobić pieniądze. To co je odróżnia, to co się stanie na rynku kiedy rozpoczniemy inwestowanie. Jeżeli wstrzelimy się w trend to nasze inwestowanie w przyszłości będzie o wiele łatwiejsze. I to jest ten element szczęścia, którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, a który może mieć znaczenie w przyszłości. Ed Seykota, jeden z najskuteczniejszych inwestorów giełdowych na świecie, powiedział w Market Wizards, że wciąż zastanawia się czy miał szczęście, czy może jednak była to kwestia umiejętności. Myślę, że chodziło mu głównie o to szczęście rozpoczynającego karierę inwestora. Z kolei wspomniany już w poprzednim poście Peter Brandt, zarobił ogromną kwotę w jednej swoich pierwszych transakcji i to dało mu bazę kapitałową na całe życie.
Jeżeli ktoś zakłada, że 13 strat pod rząd jest mało prawdopodobne, to po części będzie miał rację, ale nie zmienia to faktu, że takie serie się zdarzają. Ktoś inny z kolei mógłby powiedzieć, że według zasady 6% obsunięcia kapitału Alexandra Eldera, po 6 stratach powinniśmy wycofać się z inwestycji i nie handlować przez resztę miesiąca. Nie wiemy jednak czy ta 7 transakcja nie będzie rozpoczynającym się właśnie trendem i według naszego systemu powinniśmy zawrzeć tą transakcję.
Podsumowując, uważam, że mały element szczęścia jest istotny dla rozpoczynającego karierę inwestora, nawet tego świetnie przygotowanego. W tym początkowym okresie gra giełdowa przypomina zatem grę hazardową, w której początkowa, większa wygrana daje nam więcej możliwości i większy komfort psychiczny na późniejsze rozdania. Możemy wystawić się na częstsze ryzyko, a więc i większe prawdopodobieństwo dużej wygranej.
Gdybym miał komuś udzielić rady z jaką kwotą rozpocząć inwestowanie, to powiedziałbym nie tylko o samym kapitale początkowym, ale również o pewnym buforze pozwalającym pokryć początkowe straty i wydatki na życie. Podejrzewam, że nasz kardiolog i psychiatra też byliby zadowoleni z takiego rozwiązania.
Jeśli porównywać grę na giełdzie do gry hazardowej, to z reguły jest tak, jak piszesz –
OdpowiedzUsuńczyli druga strona daje początkującemu graczowi wygrać tylko po to, aby potem mógł on jeszcze więcej stracić. Dlatego pierwsza sytuacja jest lepsza, bo jeśli gracz ją przetrwa, to potem będzie już trochę zahartowany w giełdowych zmaganiach.
Jeśli nie ma innych źródeł dochodu, to taki bufor, o którym piszesz powinien być na tyle duży, aby wystarczył na 2 lata.
Czytając Czarodziejów Rynku (oryg. Market Wizards) ma się wrażenie, że właśnie te początkowe zahartowanie, również przyczyniło się do końcowego sukcesu. O ile oczywiście starczy sił psychicznych na wyjście z dołka emocjonalnego oraz finansowego.
OdpowiedzUsuńSiły psychiczne są ważniejsze niż pieniądze ;-)
Usuń